wtorek, 31 marca 2015




Szatan z siódmej klasy a wtórność twórczości Dana Browna





Dante Alighieri opisując w sławnym poemacie wędrówkę po zaświatach, oddając hołd zmarłej Beatrycze, stworzył ponadczasowy utwór, który stał się inspiracja dla pokoleń twórców, badaczy i zarazem dla wszelkiego rodzaju niespokojnych duchów. Na przestrzeni wieków utwór owy był znany większości piśmiennych. Dla chrześcijańskiej Europy bliski musiał być temat piekła, czyśćca , nieba. Jakże by inaczej? W dzisiejszych czasach można zaryzykować twierdzenie, że to nie warstwa moralistyczno-religijna przyciąga czytelników. Raczej piękno słowa i plastyczność obrazu. Ale co tam! Stwierdzam tylko – „Boska Komedia” to powszechnie znana pozycja literatury światowej. Powszechna znajomość i dostępność tej spowodowały, że stała się źródłem pomysłów na inne książki. Książka źródeł kodów.


Któż nie pamięta jasnowłosego Adasia Cisowskiego, sympatycznego młodzieńca, rozwiązującego zagadki? Bohatera bardzo udanej ekranizacji powieści Kornela Makuszyńskiego? Kiedyś bez oporu dałem się zaprowadzić do kina, w ramach obowiązkowego oglądania lektur szkolnych i do dziś nie żałuje, z przyjemnością wracając do tego filmu. Młodociany detektyw podczas poszukiwania ukrytego skarbu, staje wobec wyzwania, rozszyfrowania wiadomości sprzed wielu lat. Radzi sobie z tym brawurowo! Podpowiedź odsyła go do jednej z pieśni naszego sławnego utworu, gdzie znajduje się klucz rozwiązania zagadki. Pomysł przekazania komuś wiadomości poprzez wskazanie wybranego fragmentu literatury, licząc na bystrość i inteligencję adresata, wydał się bardzo ciekawy. Ciekawy i świeży!



Oczywiście szacowny Kornel Makuszyński nie był prekursorem w przedstawieniu tego rodzaju kodowania. Historycy tajnych służb, gdyby ich o to zapytać, pewnie by zasypali nas przykładami szyfrowania wiadomości, za pomocą tej metody. Co kiedy ten pomysł powiela się w powieściach nieskończoność, właśnie w oparciu o dzieło Dantego? W kilku w przypadkach spotkałem wplecione w wątek odwołania do „Boskiej Komedii” gdzie wydawały się być jak najbardziej na miejscu, dodając smaku. Tak jest kiedy erudyta Hannibal Lecter czaruje audytorium paralelami. Chciwość – powieszenie. Pojawia się Judasz w towarzystwie innego wisielca Pier Della Vigny. Doktor z emfazą wypowiada słowa - Chciwość, powieszenie, samozniszczenie. Uczyniłem szubienicę domem moim...aby za chwilę wypatroszyć i powiesić chciwego policjanta. Scena jest mocna! Zostawia ślad w pamięci. Podobnie jest w innym filmie. Według mnie jednym z najlepszych thrillerów „Siedem” Davida Finchera. W pościgu za psychopatycznym mordercą „kaznodzieją”, Morgan Freeman i Brad Pitt, zmuszeni są zajrzeć w zakamarki umysłu szaleńca. Pomocą staje się literatura „fachowa” Miedzy innymi nasza książka. W wielu książkach i filmach cytaty z Dantego sypią się gęsto i często.



A co jeśli uczynić „Boską Komedię” uczynić pełną kanwą powieści? Pewnie że można! Przecież podobają nam się melodie, które już znamy.

Zaliczam książkę i po roku, dwóch po przeczytaniu, jak mnie ktoś spyta – o czym była? Generalnie, w dwóch zdaniach mogę opowiedzieć, ale jeżeli idzie o szczegóły, dotyczące wątku, bohaterów, zakończenie, ni w ząb! Ot uleciało! Właśnie oto leży przede mną na stoliku „Klub Dantego” Matthewa Pearla. Przeczytałem ja kiedyś od dechy do dechy. Dzisiaj pomroczność jasna. Dobra musiała być? Nie mam wątpliwości, że ten sam los czeka „Inferno” Dana Browna. Właśnie skończyłem słuchać i jestem lekko zażenowany. Przez znakomitą większość książki narrator opowiadał mi jakąś alternatywną historie , aby w końcówce zmienić zeznania. To miał być w zamierzeniu taki zabieg literacki, taki oryginalny chwyt? Jeszcze czuje ten chwyt na gardle. Szkoda słów! Popularność i sława zobowiązują. A tu co? Lipa! Lipa Panie! Ciekawe w którym kręgu umieścił by Browna, Dante?   

    

sobota, 7 marca 2015



…zwycięży socjalizm, a wróg będzie z Niemiec






W  edukacji "literaturoznawczej"nie mogłem pominąć fenomenu, zwanego kryminałem skandynawskim. Stosunkowo łatwo wyszukałem postacie wiodące,  przedstawicieli tej fali i  zagłębiłem się w lekturze. Na pierwszy ogień poszła Camilla Lacberg, jej „Księżniczka z Lodu”, obejrzałem pierwszą część trylogii „Millennium” Stiega Larssona, odsłuchałem  audio Jo Nesbo „Syna”. Nie będę recenzował tych dzieł, ponieważ takie próby obnażyłyby moją niekompetencję.
Jak każdy rasowy grafoman, powodowany wrodzonym egocentryzmem, skupię się raczej, na tym, na ile ta lektura może być mi pomocna, w przeprowadzeniu zamierzeń.


Zwerbalizowane pragnienia pisarskiego adepta polegają na znalezieniu, wymyśleniu, odkryciu ( nie potrzebne skreślić) własnego oryginalnego stylu – „własnej kreski”, czegoś nieuchwytnego, ukrytego kodu sukcesu. Zrozumienia, dlaczego coś osiąga powodzenie, sprzedając się w milionach egzemplarzy. W tym poszukiwaniu grafomani nie są wcale oryginalni. Jest to idee fixe, wszystkich wydawców i autorów. Natomiast grafomani pozostają na etapie zadeklarowania poszukiwania swojego niepowtarzalnego stylu, a de facto świadomie, lub mniej świadomie koncentrują się na procesie czysto odtwórczym. Wiem o tym i nie roszcząc pretensji do talentu, właśnie temu kopiowaniu, konsekwentnie chciałbym się poświęcić. Moje hasło programowe brzmi – Będę wtórny do bólu, a  ludzie mi się za to odwdzięczą! Przesłankami do tego są: masochizm, nihilizm, pustka kulturowo cywilizacyjna. Od momentu niebywałego sukcesu „Kodu Leonarda da Vinci” i „50 Twarzy Greya” na niwie literatury wszystko stało się możliwe! Doskonale!


Wracając do skandynawskiej literatury kryminalnej, to będąc wierny temu co manifestowałem powyżej, skupiłem się na cechach wspólnych tych kilku książek. Próbka jest zbyt mała, aby na jej podstawie wyciągać jakieś daleko idące wnioski, niemniej jednak coś się rzuca w oczy. Podział na postacie negatywne i pozytywne odbywa się na podstawie  klucza. Bezwzględni w swym okrucieństwie, zdeprawowani do szpiku kości mordercy lub zleceniodawcy zbrodni wywodzą się z establishmentu, Są to albo jacyś bogaci przedsiębiorcy w sektorze konserw rybnych albo inne rekiny na rynku handlu nieruchomościami. Świat polityki i władzy przenika się płynnie ze klimatami gangsterskimi. Natomiast ci pozytywni, szlachetni rekrutują się z ludzi na życiowym aucie, z alkoholików, narkomanów, hazardzistów, czy dziwaków. Najczęściej są to ludzie, wygrywający walkę ze swoimi demonami. Zdolni do pięknych, szlachetnych odruchów serca i wielkich poświęceń. Oczywiście są przedstawiani jako postacie z krwi i kości. Miotani przez głody, toczący ciągłą wewnętrzną walkę,  co czyni ich jeszcze bardziej bliższymi czytelnikowi. Generalnie rzec biorąc - w zestawieniu z zepsuciem, faryzeizmem, fasadowością zdegenerowanych elit, wypadają zdecydowanie pozytywnie.  Na zasadzie paradoksu, ich słabość czyni ich mocnymi. Jo Nesbo posuwa się nawet to tego, że heroinistę ćpającego systematycznie przez 12 lat, czyni fizycznym Super Hero, który z łatwością jak pionki na planszy, przewraca rosyjskich karków, mafijnych krwiożerczych pit bulli. A za co nie? Jakby zapytała babcia Bronia z okolic Łowicza.





niedziela, 22 lutego 2015



Taki oto widok spotyka, niepoprawnego optymistę gdy wybiera się do księgarni, celem wyboru lektury. Czując bezradność wobec mnogości tytułów i nieznajomo brzmiących nazwisk autorów, nie pozostało mi nic, tylko poszukać przewodnictwa przez dżunglę. Wyłowiłem z forum dotyczącej tego gatunku literatury kilku polecanych autorów:

Henninga Mankella, Jean-Claude Izzo, Raymonda Chandlera
Wielki Marsz - Stephen King
"Cień"- Macfadyen ( w trakcie czytania bałem się iść do kibla) :-)
"Maska śmierci" -Macfadyen
"Mag" - Deaver
"Tańczący trumniarz"- Deav
Katie Maguire - Graham Masterton
Głód - Graham Masterton
Trylogia - "Bractwo Róży", "Bractwo Kamienia", "Bractwo Nocy i Mgły" - David Morrell
Kava - W ułamku sekundy
Kava - Dotyk zła
Kava - Zło konieczne
Coben - Bez pożegnania


Tadam, tadam ! Coś nowego w moim życiu - słucham pierwszy raz audiobooka Jo Nesbo "Syn".
Kilka kolejnych czeka na pen drivie. W ubiegłym tygodniu całą drogę z Katowic do Warszawy słuchałem, nie bacząc na fotoradary i inne takie.

piątek, 13 lutego 2015

Klasyka gatunku

Właśnie! Od tego wypadałoby zacząć. Co powinienem przeczytać? Czując lekkie zagubienie i niepokój przed wizją obstawienia się murem z książek, będę potrzebował fachowej rady, przewodnictwa. Sam z siebie  wykrzesze  nie wiele: Arthur Conan  Doyle, Agatha Christie, Raymond Chandler. Całej twórczości, wyżej wymienionych autorów nie zamierzam przeczytać, ponieważ zajęło by to resztę życia i w efekcie  wywołało by we mnie rodzaj kakofonii, odbierając  zapał, którego nie mam w nadmiarze. Nie ma co czytać kryminałów na kilogramy. Jeszcze w trakcie tego,  okaże się, że wszystkie pomysły już zostały wykorzystane.  Pozostaje kalka lub kompilacja w stylu Tarantino. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby mnie ktoś oświecił, wskazując już funkcjonujących na rynku genialnych Quentinów. Na kolejnego nie ma już miejsca.
Przeprowadzając remanent zaglądam na półki biblioteczki, w pamięci odszukując tytuły  książek i  filmów. Przypomniałem sobie, kilka Poirotów i odcinków z panną Marple. Zaliczyłem kilka opowieści  z Sherlockiem Holmesem. Jedną książkę nawet w oryginale. Miałem przyjemność podziwiać Bogarta w Sokole Maltańskim. Znam Morderstwo w Orient Expresie i „Dziesięciu Małych Murzynków”. „ Dwanaście Prac Herkulesa” – świeżo przeczytana. „Tajemnica Bladego Konia” jestem w trakcie.  Kupię sobie antologie Doyle’a . Coś wskazanego, jako lekturę obowiązkową przyswoję.  

Założyłem konta na kilku forach książkowych, dla czytelników, twórców, bukinistów i takich tam oryginałów jak ja. Muszę właściwie sformułować pytania aby nie naciąć  się na życzliwe szpile. Cóż! Kto pyta ten, otrzymuje odpowiedzi.  Zobaczymy co mi polecą?    

niedziela, 8 lutego 2015

Dziesięć małych Murzyniątek



Dziesięć małych Murzyniątek
Jadło obiad w Murzyniewie,
Wtem się jedno zakrztusiło —
I zostało tylko dziewięć.

Dziewięć małych Murzyniątek
Poszło spać o nocnej rosie,
Ale jedno z nich zaspało —
I zostało tylko osiem.

Rzekło osiem Murzyniątek:
Ach, ten Devon — to jest Eden,
Jedno z nich się osiedliło —
I zostało tylko siedem.

Siedem małych Murzyniątek
Chciało drwa do kuchni znieść;
Jedno się rąbnęło w głowę —
I zostało tylko sześć.

Sześć malutkich Murzyniątek
Na miód słodki miało chęć,
Jedno z nich ukłuła pszczólka —
I zostało tylko pięć.

Pięć malutkich Murzyniątek
Adwokackiej chce kariery.
Jedno się odziało w togę —
I zostały tylko cztery.

Cztery małe Murzyniątka
Brzegiem morza sobie szły,
Jedno połknął śledź czerwony —
I zostały tylko trzy.

Trzy malutkie Murzyniątka
Poszły w las pewnego dnia;
Jedno poturbował niedźwiedź —
I zostały tylko dwa.

Dwu malutkim Murzyniątkom
W słońcu minki coraz rzedną…
Jedno zmarło z porażenia —
I zostało tylko jedno.

Jedno małe Murzyniątko
Poszło teraz w cichy kątek,
Gdzie się z żalu powiesiło —
Ot, i koniec Murzyniątek.

czwartek, 29 stycznia 2015

Kompletnie nie mam niebiesko-bladego pojęcia jak się rozpoczyna pisanie bloga. Nawet nie wiem czy właściwie odmieniam? Bloga? Blogu? Nie ma jak dobrze zacząć! Gdyby to był epos wymagałby inwokacji, a tak pewnie wypadałoby się choć przedstawić. Facet w średnim wieku, często podróżujący,  ciekaw świata  i istot go zamieszkujących. Mam słabą pamięć i chyba nie jestem zbyt bystrym obserwatorem. Dlaczego blog? Ano i tak musiałbym coś pisać, to znaczy robić zapiski, systematyzować pracę, porządkować zebrane informacje.

                                        CHCĘ NAPISAĆ KRYMINAŁ  

Łudząc się co do mocy narzędzia jakim jest internet, spodziewam się pomocy, pożytecznych rad, krytyki.  
Widzę już wasze pobłażliwe uśmiechy i zniecierpliwienie - kolejny niewydarzony "literat".Jakby mało było tego śmiecia wokół nas, tony makulatury, miliony znaków, które nie układają się w żaden sens, doskonałe vacuum, bez treści. Setki brudnych luster gdzie odbija się coś co świetnie znamy, co emocjonalnie przetrawiliśmy. Ten odbity, mdły obraz przyprawia nas o mdłości. Nie muszę być tytanem intelektualnym, aby rozpoznać beznadziejność swojego potencjalnego, literackiego debiutu. Ale po kolei;
nie mam pomysłu,
nie umiem pisać,
nie mam pojęcia o kryminalistyce,
mam słabe rozeznanie w współczesnych klasykach gatunku,
nie mam dużego osobistego doświadczenia w temacie ;)
nie mam zapału!

Licho to wygląda. Niestety. Czyli co ? Zamykamy? 
Chwila!

A co zapiszemy po stronie atutów? Mam doświadczenie w realizacji projektów handlowych, mam trochę wolnego czasu, bywam pracowity i uparty w dobrym znaczeniu tego słowa. Potrafię poprosić o pomoc. 
Mało?
Na razie musi wystarczyć.