sobota, 7 marca 2015



…zwycięży socjalizm, a wróg będzie z Niemiec






W  edukacji "literaturoznawczej"nie mogłem pominąć fenomenu, zwanego kryminałem skandynawskim. Stosunkowo łatwo wyszukałem postacie wiodące,  przedstawicieli tej fali i  zagłębiłem się w lekturze. Na pierwszy ogień poszła Camilla Lacberg, jej „Księżniczka z Lodu”, obejrzałem pierwszą część trylogii „Millennium” Stiega Larssona, odsłuchałem  audio Jo Nesbo „Syna”. Nie będę recenzował tych dzieł, ponieważ takie próby obnażyłyby moją niekompetencję.
Jak każdy rasowy grafoman, powodowany wrodzonym egocentryzmem, skupię się raczej, na tym, na ile ta lektura może być mi pomocna, w przeprowadzeniu zamierzeń.


Zwerbalizowane pragnienia pisarskiego adepta polegają na znalezieniu, wymyśleniu, odkryciu ( nie potrzebne skreślić) własnego oryginalnego stylu – „własnej kreski”, czegoś nieuchwytnego, ukrytego kodu sukcesu. Zrozumienia, dlaczego coś osiąga powodzenie, sprzedając się w milionach egzemplarzy. W tym poszukiwaniu grafomani nie są wcale oryginalni. Jest to idee fixe, wszystkich wydawców i autorów. Natomiast grafomani pozostają na etapie zadeklarowania poszukiwania swojego niepowtarzalnego stylu, a de facto świadomie, lub mniej świadomie koncentrują się na procesie czysto odtwórczym. Wiem o tym i nie roszcząc pretensji do talentu, właśnie temu kopiowaniu, konsekwentnie chciałbym się poświęcić. Moje hasło programowe brzmi – Będę wtórny do bólu, a  ludzie mi się za to odwdzięczą! Przesłankami do tego są: masochizm, nihilizm, pustka kulturowo cywilizacyjna. Od momentu niebywałego sukcesu „Kodu Leonarda da Vinci” i „50 Twarzy Greya” na niwie literatury wszystko stało się możliwe! Doskonale!


Wracając do skandynawskiej literatury kryminalnej, to będąc wierny temu co manifestowałem powyżej, skupiłem się na cechach wspólnych tych kilku książek. Próbka jest zbyt mała, aby na jej podstawie wyciągać jakieś daleko idące wnioski, niemniej jednak coś się rzuca w oczy. Podział na postacie negatywne i pozytywne odbywa się na podstawie  klucza. Bezwzględni w swym okrucieństwie, zdeprawowani do szpiku kości mordercy lub zleceniodawcy zbrodni wywodzą się z establishmentu, Są to albo jacyś bogaci przedsiębiorcy w sektorze konserw rybnych albo inne rekiny na rynku handlu nieruchomościami. Świat polityki i władzy przenika się płynnie ze klimatami gangsterskimi. Natomiast ci pozytywni, szlachetni rekrutują się z ludzi na życiowym aucie, z alkoholików, narkomanów, hazardzistów, czy dziwaków. Najczęściej są to ludzie, wygrywający walkę ze swoimi demonami. Zdolni do pięknych, szlachetnych odruchów serca i wielkich poświęceń. Oczywiście są przedstawiani jako postacie z krwi i kości. Miotani przez głody, toczący ciągłą wewnętrzną walkę,  co czyni ich jeszcze bardziej bliższymi czytelnikowi. Generalnie rzec biorąc - w zestawieniu z zepsuciem, faryzeizmem, fasadowością zdegenerowanych elit, wypadają zdecydowanie pozytywnie.  Na zasadzie paradoksu, ich słabość czyni ich mocnymi. Jo Nesbo posuwa się nawet to tego, że heroinistę ćpającego systematycznie przez 12 lat, czyni fizycznym Super Hero, który z łatwością jak pionki na planszy, przewraca rosyjskich karków, mafijnych krwiożerczych pit bulli. A za co nie? Jakby zapytała babcia Bronia z okolic Łowicza.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz